Co u nas?

Od dłuższego czasu planowaliśmy rejs w rodzinnej ekipie.

Tym razem się udało! Kilka dni przed oddaniem łodzi w czarter komercyjny zebraliśmy załogę, gotową na sprawdzenie łodzi, na tygodniowy rejs po Adriatyku, środkowej Dalmacji.

Przygoda rozpoczęła się w niedzielę z samego rana. Podekscytowani, dwoma ruszyliśmy w kierunku Chorwacji dwoma samochodami. Po drodze zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, żeby obejrzeć finał Mistrzostw Świata 2018 w piłce nożnej – oczywiście kibicowaliśmy Chorwacji i jesteśmy zadowoleni, że zdobyli 2 miejsce w klasyfikacji! Wieczorem, po meczu, dotarliśmy do portu macierzystego Marina Pirovac. W lesie masztów, jakie ukazały się naszym oczom, zobaczyliśmy nasz – ten należący do jachtu Margot One, był jednym z wyższych. Jacht zacumowany jest w nowoczesnym porcie, położonym w malowniczej miejscowości Pirovac, pomiędzy Zadarem a Splitem. Marina ta ma zaledwie dwa lata, posiada czyste sanitariaty, nowoczesny dźwig, sporo miejsca w porcie, a w pobliżu znajduje się supermarket, bankomat, informacja turystyczna oraz uroczy ryneczek z wieloma restauracjami. Zaraz po przyjeździe zwiedziliśmy najbliższą okolice i zaznajomiliśmy się dokładnie z naszym jachtem, który na żywo widzieliśmy przecież po raz pierwszy! Bavaria Cruiser 51 to jedna z bardziej komfortowych łodzi tej klasy – trzy łazienki , trzy prysznice, z których można korzystać także podczas pływania, obszerna messa to zdecydowanie komfortowe warunki dla 10 – 11 osób.


W poniedziałek rano zjedliśmy wspólne śniadanie na pokładzie Margot One. Na świeżym powietrzu jajecznica smakowała wybornie. Przy okazji ustaliliśmy trasę pływania tego dnia. Pirovac to port osłonięty wieloma wyspami od otwartego morza. Zdecydowaliśmy, że je pozwiedzamy i opłyniemy od północnej strony, aby później wypłynąć na południe. Na szczęście tego dnia pogoda była idealna: temperatura, która wynosiła 30 stopni Celsujsza oraz wiatr, który wiał z siłą 4 w skali Beauforta. Dzięki temu, z prędkością wahającą się pomiędzy 6 a 7 węzłów, dopłynęliśmy do kolejnej miejcowości – Vodice. Cumowaliśmy w porcie zlokalizowanym tuż przy samym centrum, w którym każdy znajdzie coś dla siebie: mnóstwo straganów z pamiątkami, restauracji oraz klubów. My, zmęczeni po całym dniu pływania wybraliśmy aktywność związaną z jedzeniem – zatem każdy wziął szybką kąpiel i całą załogą wybraliśmy się na kolację. W menu znaleźliśmy nasze ulubione ryby z białym mięsem branciny /znane także jako okoń morski/ podawane razem z tzw. blitvą czyli sałatką z botwinki i ziemniaków. Oczywiście nie obyło się także bez kalmarów podawanych jako lignje prżene /smażone w panierce/ lub na żaru /grillowane/. Te dania jemy zawsze w Chorwacji i tylko tutaj smakują nam tak dobrze. Niestety dobra passa nie trwała długo, ponieważ tuż po kolacji niebo zaczęło się nieprzyjemnie chmurzyć. Złapała nas intensywna burza, która całe szczęście oczyściła powietrze z duchoty i trwała zaledwie 30 minut. Resztę wieczoru spędziliśmy wspólnie w messie grając w „5 sekund”.


Wtorek okazał się równie szczęśliwym dniem pod względem pogody jak poniedziałek – oprócz wieczoru 😊. Wypłynęliśmy z portu zaraz po porannej kawie i zakupach na drugie śniadanie. Od razu poczuliśmy wiatr w żaglach – ze średnią prędkością 7 węzłów, płynęliśmy wzdłuż wybrzeża Chorwacji. Tego dnia pokonaliśmy odległość ponad 50 mil morskich. Mijając jedną z większych Chorwackich wysp – Soltę, dopłynęliśmy do wyspy Brac i finalnie zacumowaliśmy w porcie w miejscowości Milna, usytuowanej w zachodniej części tej malowniczej wyspy. W tym porcie można odpocząć i poczuć, że czas wolniej płynie. W porównaniu do poprzedniej lokalizacji, jest to cicha i kameralna marina, w pobliżu której znajduje się kilka kamienistych plaż. Należy pamiętać o butach, ponieważ na dnie znajdziemy wiele jeżowców. Ten wieczór spędziliśmy racząc się pizzą w jednej z lokalnych pizzerii.


Ponieważ cała załoga stara się regularnie dbać o kondycję fizyczną – na rejsie codziennie biegaliśmy. Poranny środowy bieg skończyliśmy orzeźwiającą kąpielą w morzu. Następnie przyszła pora na uzupełniający energię posiłek – zjedliśmy pyszne croissanty, popiliśmy kawą i byliśmy gotowi do kolejnego dnia na morzu. Wychodząc z portu towarzyszyła nam równie piękna pogoda. Dzięki temu uzyskaliśmy ujęcia z drona, które można obejrzeć w filmie promocyjnym. Tego dnia, żeglując, obraliśmy kierunek na Hvar. Płynąc pod kątem do wiatru – baksztagiem, dopłynęliśmy do klimatycznej zatoczki niedaleko Starigradu. Tam spędziliśmy popołudnie cumując na boi, a korzystając z uroków tego miejsca nurkowaliśmy z maskami, podziwiając piękne dno. W międzyczasie podpłynęła do nas obsługa tamtejszej restauracji, położonej na wybrzeżu i sprawiającej wrażenie dzikiej. Zapytali, czy chcielibyśmy ich odwiedzić wieczorem, a my odparliśmy, że oczywiście i złożyliśmy zamówienie na świeżą rybę oraz kalmary. Wieczorem zostaliśmy przetransportowani pontonem na brzeg, żeby zjeść kolację, która przerosła nasze oczekiwania. Ryba był obłędna i to właśnie jest piękne w takich miejscach, dostępnych jedyne dla kilku łodzi, w którym wieczorem kucharze przygotowują wspaniałe dania. Z dala od hałasu oraz tłoku można ładować życiowe baterie w nieskończoność. Po kolacji postanowiliśmy podzielić się na nocne wachty, które miały za zadanie pilnować, czy nasz jacht się nie przemieszcza i przy okazji podziwiać gwieździste niebo. Była to zdecydowanie jedna z lepiej spędzonych nocy na jachcie.


Czwartek rozpoczęliśmy podpłynięciem do portu i smakowitym śniadaniem w Starigradzie. Jest to malownicze miasteczko, pełne wąziutkich uliczek, tajemniczych przejść oraz małych placyków. Każde zdjęcie, uwieczniające tamtejszą architekturę, nadaje się na pocztówkę. W ten dzień także dopisała nam pogoda, więc postanowiliśmy żeglować w kierunku Złotego Rogu /Zlatni Rat/- jednej z piaszczystych plaż miejscowości Bol, na południowym wybrzeżu wyspy Brać. W bezpośredniej okolicy znajduje się dobrze znany kitesurferom spot, co widać na filmiku. Mocno wiało, więc mieliśmy doskonałą okazję do sprawdzenia naszych żeglarskich umiejętności oraz praktycznego podszkolenia części załogi. Jedną z przydatnych czynności, która zaskoczyła nawet doświadczonych żeglarzy, okazało się wcześniejsze rezerwowanie miejsca do cumowania w marinie, do której planujemy danego dnia dopłynąć. Dzień wcześniej przecież zabrakło dla nas miejsca /nie rezerwowaliśmy go wcześniej/ i musieliśmy spać cumując na bojce, co jednak okazało się niespodziewaną przygodą. Czwartkowe pływanie zakończyliśmy w Starigradzie, mając już zarezerwowane miejsce w porcie. Wieczorem zjedliśmy kolację i mieliśmy okazję posłuchać muzyki na żywo na jednym z lokalnych placów. Okazało się, że grał dla nas gitarzysta, który współpracował z Shakirą. Tego wieczora załapaliśmy się również na degustację wina oraz zwiedziliśmy lokalne kluby muzyczne.


Piątek, z uwagi na niekorzystny dla nas kierunek wiatru, płynęliśmy na silniku, w kierunku portu macierzystego – Pirovac. Z uwagi na fakt, że silnik pracuje cicho, nie była to uciążliwa podróż, a i dziewczynom łatwiej było opalać się bez niewygodnego przechyłu na pokładzie. Ostatecznie dopłynęliśmy do małego portu Tribunj, usytuowanego w pobliżu wioski rybackiej i połączonej z lądem starej części miasta położonej na wyspie. Było to idealne miejsce na wieczorny spacer oraz sesje zdjęciową. Oczywiście ostatni już wieczór rejsu został zakończony kolacją kapitańską, na której ostatni raz zjedliśmy rybę.

W sobotę przed południem dopłynęliśmy do Mariny Pirovac. Czekało nas szybkie sprzątanie łodzi, pakowanie bagaży, pożegnanie z portem oraz formalności związane z łodzią i rozpoczęliśmy powrót do domu. Rejs oceniamy na 12 punktów w skali do 10. Na pewno postawimy jeszcze stopę na pokładzie Margot One w tym sezonie. Tymczasem oddajemy jacht wszystkim skorym do przeżycia niezapomnianej przygody i zachęcamy do dzielenia się własnymi relacjami z rejsów!

Pomyślnych wiatrów,
pierwsza załoga Margot One!